Skuteczna dieta: co jeść żeby schudnąć raz na zawsze?

7951875

Otyłość w dzisiejszych czasach stanowi bardzo poważny problem zdrowotny, z którym w żaden sposób nie potrafimy sobie poradzić. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) podaje przerażające statystyki: od 1980 do 2008 roku nastąpiło podwojenie liczby otyłych osób. Dane z 2008 roku wskazywały, iż ponad 1,4 miliarda dorosłych ludzi ma nadwagę, natomiast ponad pól miliarda zmaga się z otyłością. Co więcej szacuje się, że co najmniej 2,8 miliona ludzi umiera każdego roku z powodu nadwagi i otyłości – co daje tej jednostce chorobowej piąte miejsce na niechlubnej liście głównych przyczyn zgonów.

Otyłość i jej liczne konsekwencje

Statystyki te powinny dać nam wiele do myślenia – stan zdrowia ludzi na świecie pogarsza się coraz bardziej. Pamiętajmy wszakże, iż nadmiernej masy ciała nie należy rozpatrywać wyłącznie w kontekście estetyki – niech każdy sobie wygląda jak chce, lecz niech również ma świadomość daleko idących konsekwencji swoich poczynań i złych nawyków żywieniowych.

Otóż otyłe osoby mają zdecydowanie dużo większe ryzyko zachorowania na: chorobę niedokrwienną serca, cukrzycę typu 2, dyslipidemie, nadciśnienie tętnicze, chorobę zwyrodnieniową stawów, hiperurykemię i dnę moczanową, zespół bezdechu nocnego, choroby pęcherzyka żółciowego, kamicę nerkową, choroby trzustki i wątroby oraz niektóre nowotwory (np. jelita grubego, piersi, endometrium). Jak widać, sprawa jest bardziej poważna i skomplikowana niż mogłoby się nam wydawać.

Ale wystarczy już tego straszenia! Skoro wiemy, że w przypadku masy ciała im więcej nie do końca musi oznaczać lepiej, pomyślmy co można zrobić żeby skutecznie i na stałe zgubić zbędne kilogramy.

Chcę schudnąć! Tylko jak?

W Internecie i kolorowych czasopismach dla kobiet mnoży się od coraz to nowszych propozycji diet cud, które mają zapewnić nam stratę nadwyżki kilogramów w mgnieniu oka – najlepiej bez zbędnych wysiłków. O niektórych z nich, stworzonych na potrzeby wypełnienia rubryki w czasopiśmie, większość z nas nawet nie słyszała. Lecz są również takie diety, które wywołały wiele szumu i kontrowersji na całym świecie, a ich nazwy i zasady kojarzone są przez miliony ludzi.

Tego typu diet było wiele – Atkinsa, Kopenhaska, kapuściana, Cambridge, Kwaśniewskiego, Dukana, rozdzielna – to tylko kilka przykładów. Obecnie dużą popularnością cieszy się dieta bez pszenicy, a nawet ścisła dieta bez glutenu, która – jak każda poprzednia – ma zarówno swoich zagorzałych zwolenników jak i zdecydowanych przeciwników.

Dlaczego tyjemy?

Najczęstszą przyczyną przyrastającej masy ciała jest nadmierna podaż kalorii w stosunku do zapotrzebowania organizmu – jednym słowem jemy więcej niż potrzebujemy. Owa nadwyżka odkładana jest tu i ówdzie w postaci tkanki tłuszczowej. Za taki stan rzeczy możemy podziękować naszym przodkom – pod względem uwarunkowań genetycznych różnimy się w bardzo nieznacznym stopniu od paleolitycznych i neolitycznych łowców – zbieraczy, dla których zdobycie pożywienia było nie lada wyzwaniem, okupionym najczęściej ogromnym wysiłkiem fizycznym. Powtarzające się cykle głodu, przeplatane krótkimi okresami obfitości pokarmu (np. upolowanie zwierzyny) wykształciły na drodze ewolucji geny warunkujące mechanizm gromadzenia zapasów tkanki tłuszczowej.

 Oczywiście taki stan rzeczy był dla naszych przodków niewątpliwie pożądaną sytuacją, nierzadko ratującą życie w czasie długich okresów niedostatku pożywienia. Niestety mechanizm ten kompletnie nie sprawdza się w czasach obecnych – nie wiem jak Wy, ale ja nie muszę biegać za pożywieniem przez miesiąc, żeby potem je własnoręcznie zabić i dopiero zjeść. Wszystko mamy pod nosem – i to w nadmiarze! Codziennie najadamy się do syta, ograniczając jednocześnie aktywność fizyczną, która przecież umożliwia „spalanie” spożytych kalorii.

Dlaczego „diety cud” nie działają?

Ja bym może nieco odwróciła to pytanie: „A dlaczego w ogóle mają działać?”

Przecież ani nadwaga ani otyłość nie są wynikiem dwutygodniowej czy chociażby miesięcznej, nadmiernej podaży kalorii dostarczanych z dietą. I wbrew przewrotnej opinii niektórych osób, nie kładziemy się spać szczupli i nie wstajemy na drugi dzień z 20 kilogramami więcej, nie mając pojęcia jak do tego doszło (na szczęście! ;)). Musimy zdać sobie sprawę, że na wygląd swojej sylwetki pracujemy praktycznie przez całe życie.

W takim razie jak dwutygodniowa czy trzymiesięczna dieta ma naprawić błędy żywieniowe z całego życia? Wydaje się to co najmniej nie racjonalne. Owszem – większość „diet cud” działa – ale tylko krótkookresowo. Powrót do niekoniecznie dobrych nawyków żywieniowych sprzed diety będzie skutkował ponownym przyrostem masy ciała. A to może skończyć się kolejną, wymyślną dietą i głupią nadzieją, że może akurat ta będzie skuteczna. I tak w kółko.

Czy jest w tym jakiś sens skoro wszystkie wyrzeczenia i przestrzeganie rygorystycznych zasad idzie koniec końców na marne? Może jednak warto dogłębnie zastanowić się nad swoim sposobem odżywiania i przeanalizować błędy, które się popełnia – tylko tak szczerze, z ręką na sercu.

 Czy istnieje SKUTECZNA dieta odchudzająca?

Jak najbardziej! Chociaż ja nie do końca nazwałabym to dietą, lecz sposobem odżywiania – bo prawda jest taka, że jeżeli chcemy stracić kilogramy na stałe, to musimy również na stałe zmienić swoje nawyki żywieniowe. I nie pomogą tu dwutygodniowe, czy kilkumiesięczne diety, obiecujące cuda na patyku – owszem, są cuda gdy się drastycznie chudnie w krótkim czasie  stosowania tejże diety, jednak co potem? Cała magia pryska gdy masa ciała ponownie zaczyna przyrastać, nierzadko przekraczając tą sprzed dietetycznego reżimu.

Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburgu przeprowadzili czteroletnie badania na grupie 481 kobiet z nadwagą lub otyłością, analizując wpływ poszczególnych produktów spożywczych na krótko- i długoterminową efektywność odchudzania. Wśród analizowanych grup produktów znajdowało się spożycie: deserów, słodzonych napojów, smażonego jedzenia, ryb, mięsa i serów oraz warzyw i owoców. W badaniu uwzględniono również wpływ na masę ciała jedzenia w restauracji i aktywności fizycznej.

Badanie polegało na tym, iż uczestniczki zostały podzielone losowo do grupy „Zmiany stylu życia” (interwencyjna) lub „Edukacji zdrowotnej” (kontrolna). Grupa „Zmiany stylu życia” była pod stałą opieką dietetyków, trenerów i psychologów w związku z czym otrzymała szczegółowe porady w zakresie żywienia, stylu życia i aktywności fizycznej. Natomiast grupa „Edukacji zdrowotnej” została wyedukowana jedynie z zakresu  ogólnych informacji, dotyczących zdrowia kobiet (np. zaprzestania palenia tytoniu czy korzyści wynikających z aktywności fizycznej), aczkolwiek bez koncentracji na utracie masy ciała.

Wyniki po 6 miesiącach były następujące: zmniejszone spożycie deserów, słodzonych napojów, smażonych potraw  oraz jedzenia poza domem wiązało  się z utratą masy ciała u wszystkich kobiet. Natomiast obniżone spożycie mięsa i serów oraz zwiększone spożycie ryb w grupie interwencyjnej korelowało istotnie z utratą kilogramów, czego nie zauważono w przypadku grupy kontrolnej.

Wyniki po 48 miesiącach: zmniejszone spożycie deserów, słodzonych napojów, smażonych potraw, mięsa i sera (dla grupy interwencyjnej) wiązało się z utratą masy ciała u kobiet z obu grup. Pozytywny wpływ na utratę nadwagi wykazywało również zwiększenie spożycia ryb (w grupie interwencyjnej) oraz warzyw i owoców. Oczywiście badanie pokazało, że aktywność fizyczna (została wprowadzona po 6 miesiącach badania) również sprzyja utracie masy ciała.

Należy również zaznaczyć, że zdecydowanie większy odsetek kobiet znajdujących się w grupie „Zmiany stylu życia”, a więc otrzymujących dokładne zalecenia dietetyczne, wykazywał utratę masy ciała, która utrzymywała się bądź nadal malała po 48 miesiącach.

Wnioski z tego badania są bardzo proste – aby uzyskać skuteczną i długotrwałą (!) utratę masy ciała należy zmniejszyć spożycie produktów o wysokiej gęstości energetycznej na rzecz tych o niskiej gęstości energetycznej. Sprawa wydaje się być oczywista – skoro przyczyną przybywających kilogramów jest nadmiar dostarczanej energii, więc skuteczną metodą odwracającą ten proces z pewnością będzie redukcja ilości przyjmowanych kalorii.

Odchudzanie w praktyce

Dobowe zapotrzebowanie energetyczne oblicza się dla każdej osoby indywidualnie na podstawie podstawowych parametrów: wzrostu, masy ciała i wieku oraz poziomu aktywności fizycznej. Jeżeli natomiast chcemy wprowadzić dietę odchudzającą, od otrzymanej wartości należy odjąć 500 – 1000 kcal – taka redukcja zapewni nam utratę ok. 0,5 – 1 kg/tydzień.

Zapewne większość osób nie jest zachwycona gdy musi liczyć dokładną kaloryczność spożywanych potraw, dlatego też zostawmy to dietetykom. Jak więc obniżyć wartość energetyczną swojej diety bez konieczności żmudnego liczenia kalorii?

Otóż nie ma innego wyjścia jak wybierać produkty o jak najmniejszej gęstości energetycznej. Produkty takie charakteryzują się niską wartością energetyczną w przeliczeniu na ich masę.

Dla przykładu: 100 g jabłka ma 46 kcal, natomiast 100 g batonika o nazwie Snickers – 509 kcal.

Prawda, że to duża różnica? Wydawałoby się, że zjedzenie takiego małego batonika (51 g) nic nie zaszkodzi – wszakże to jedyne 260 kcal. Jednak czy potraficie się najeść tym batonikiem do syta, traktując go chociażby jako drugie śniadanie?

Ja z pewnością nadal odczuwałabym nieprzyjemne uczucie głodu, które oczywiście musiałabym zagryźć czymś jeszcze! Natomiast aby uzyskać 260 kcal z samych jabłek, należałoby zjeść dwa bardzo duże owoce, które wypełniając żołądek, skutecznie zmniejszyłyby uczucie głodu do następnego posiłku, dzięki czemu nie byłoby konieczności sięgania po dodatkowe przekąski.

Co więcej zmiany te nie powinny trwać tydzień czy miesiąc, lecz powinniśmy je zaakceptować na stałe – nawet po uzyskaniu oczekiwanych efektów „diety”. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, dlatego też chęć szczupłej sylwetki i zdrowego stylu życia nie wyklucza zupełnie z diety bardziej kalorycznych produktów czy potraw – jak najbardziej można sobie na nie pozwolić, lecz takie grzeszki nie powinny stawać się regułą dnia codziennego bo to z pewnością odbije się negatywnie na sylwetce.

Ogólnie rzecz biorąc wyższą gęstością energetyczną charakteryzują się produkty wysokotłuszczowe oraz z dużym dodatkiem cukrów prostych. Natomiast produkty w wysoką zawartością wody to najczęściej produkty o niskiej gęstości energetycznej.  Jednak jeżeli nie masz ogólnego wyobrażenia, w którą stronę kierować swe wybory żywieniowe zachęcam do przejrzenia poniższej tabeli. Znajdują się tam zestawienia porównawcze w obrębie grup produktów, charakteryzujących się istotną różnicą kaloryczną. Wiedza ta z pewnością ułatwi nam zredukowanie kaloryczności własnej diety.

 

Jak zmniejszyć kaloryczność swojej diety? – kilka wskazówek na dobry początek

Weźmy na początek mleko i jego przetwory – lewa strona tabeli przedstawia produkty o niskiej zawartości tłuszczu, a więc również o niższej gęstości energetycznej. Jak wykorzystać te informacje w praktyce?

  • Śmietanę do mizerii czy zaprawiania zup i sosów zamieniamy na jogurt naturalny – różnica w smaku jest praktycznie niezauważalna, a ilość zaoszczędzonych kalorii znacząca.
  • Dieta odchudzająca niepotrzebnie kojarzy się większości osobom z kompletnym brakiem słodyczy – wystarczy jedynie nieco zmodyfikować przygotowywanie deserów. Nie wykorzystujmy śmietany kremówki czy serka mascarpone – świetnie nadaje się do tego również jogurt naturalny, chudy twarożek czy serek homogenizowany. Co więcej, wszelkie desery powinny się opierać przede wszystkim na świeżych i suszonych owocach, warto dodać również nieco orzechów czy migdałów (owszem, są one wysokokaloryczne, aczkolwiek zawierają mnóstwo korzystnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, minerałów oraz błonnika pokarmowego, mającego pozytywny wpływ na redukcję masy ciała – dlatego też są produktem, który na stałe powinniśmy włączyć do swojej diety).

 

  • Lubisz jogurty owocowe i mleka smakowe? Niestety są one dosładzane sporą ilością cukru, który podwyższa ich kaloryczność, nie wnosząc przy tym żadnych wartości odżywczych. Dlatego też używajmy jogurtu lub serka naturalnego, dodając do niego ulubione owoce – dzięki temu zyskamy nie tylko więcej witamin, ale także dodatkową ilość błonnika pokarmowego (więcej na jego temat tutaj).
  • Wybieraj produkty mleczne chude, ale nie zupełnie odtłuszczone – niewielka ilość tłuszczu umożliwia wchłanianie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A,D,E,K).
  • Unikaj żółtych serów oraz serów topionych – zawierają one mnóstwo kalorii, co jest spowodowane wysoką zawartością tłuszczu (niestety nasyconego – o wpływie poszczególnych kwasów tłuszczowych na zdrowie człowieka można poczytać tutaj). Dlatego też na kanapki wybieraj chudy twarożek lub ewentualnie żółty ser o obniżonej zawartości tłuszczu.
  • Pijesz zabielaną kawę? Jak się okazuje kawa kawie nie równa – a wszystko zależy od tego jakich użyjemy dodatków (sam napar kawy bez cukru ma zaledwie 5 kcal). Jeżeli lubisz „białą kawę”, jako zabielacza używaj chudego mleka – dodatki takie jak zagęszczone mleko czy śmietanka, znacząco podnoszą wartość energetyczną tego napoju.

Mięso i jego przetwory – tutaj sprawa jest prosta:

  • Wybieraj chude mięso (kurczak, indyk) – unikaj natomiast mięs tłustych, takich jak wieprzowina, tłusta wołowina, baranina czy kaczka. Oczywiście ta sama zasada dotyczy wędlin i innych przetworów mięsnych. Niestety wszelkie kiełbasy, parówki, pasztety i konserwy są produktami wysokokalorycznymi i wysokotłuszczowymi, dlatego też staraj się spożywać je stosunkowo rzadko.
  • Zwracaj uwagę na jakość przetworów mięsnych – podobne na pierwszy rzut oka parówki drobiowe mogą się znaczącą różnić między sobą pod względem wartości energetycznej oraz zawartości tłuszczu, dlatego też warto uważnie prześledzić skład takich produktów i wybierać przetwory dobrej jakości (więcej na ten temat tutaj).
  • Ważny jest również sposób obróbki termicznej mięsa – staraj się unikać smażenia i pieczenia z dodatkiem dużych ilości tłuszczu – metody te istotnie podwyższają kaloryczność mięsa (co więcej, przyczyniają się do powstawania szkodliwych, rakotwórczych związków -> klik). W zamian za to stosuj gotowanie, duszenie bez wcześniejszego obsmażania oraz pieczenie bez lub z niewielkim dodatkiem tłuszczu.

Przetwory zbożowe – ich kaloryczność kształtuje się stosunkowo na równym poziomie, dlatego też trudno jest zastosować w tym przypadku podział opierający się o kryterium gęstości energetycznej. Wybierając produkty z tej grupy powinniśmy się kierować nieco innymi zasadami:

  • Wybieraj przetwory zbożowe (makarony, pieczywo, mąki, ryż) z pełnego przemiału – zawierają one dużo więcej błonnika pokarmowego w porównaniu do ich jasnych, oczyszczonych odpowiedników. Doskonale wiadomo, że błonnik pokarmowy jest niezwykłym sprzymierzeńcem odchudzania – reguluje pracę jelit, przyspiesza perystaltykę, zwiększa objętość mas kałowych, zmniejsza wartość energetyczną diety i daję uczucie sytości na dłużej – to tylko część dobroczynnych funkcji tego składnika pokarmowego. Ponadto razowe przetwory zbożowe zawierają zdecydowanie więcej witamin i składników mineralnych obecnych w ziarnach zbóż, co również jest istotne w kontekście zapewnienia organizmowi wszelkich niezbędnych składników pokarmowych.
  • Wybieraj gruboziarniste kasze (gryczana, jęczmienna) – zawierają one więcej błonnika pokarmowego w porównaniu do ich drobnoziarnistych odpowiedników.
  • Polub otręby i płatki owsiane, pszenne, żytni czy jęczmienne – zawierają one mnóstwo błonnika pokarmowego, dzięki czemu dodatek tych produktów do potraw zapewni Ci uczucie sytości na bardzo długi czas, a to z kolei umożliwi wyeliminowanie wysokokalorycznych przekąsek między posiłkami.
  • Unikaj słodkich bułek i pączków – są one wysokokalorycznymi produktami z uwagi na znaczącą zawartość cukru i tłuszczu.

Owoce i ich przetwory – wszystkie świeże owoce należą do produktów o niskiej gęstości energetycznej, jednak jest kilka kwestii, o których należy pamiętać:

  • Staraj się ograniczyć spożycie przetworów owocowych typu dżemy czy owoce w syropach – zawierają one mnóstwo dodanego w procesie produkcji cukru, który niestety nie przyczynia się do utraty kilogramów.
  • Owoce suszone są zdecydowanie bardziej kaloryczne niż ich świeże odpowiedniki – jednak musimy pamiętać, że nie są to puste kalorie! Oczywiście ich wysoka wartość energetyczna wynika z faktu, iż w trakcie suszenia dochodzi do utraty wody, która w świeżych owocach występuję w dużych ilościach. Dlatego też suszone owoce są źródłem dużych ilości błonnika pokarmowego oraz witamin i minerałów, a więc jak najbardziej warto włączyć je do swojej diety.

Jeżeli chcesz odżywiać się zdrowo, w Twojej diecie nie może zabraknąć dużej ilości warzyw, należących do produktów o niskiej gęstości energetycznej. Warzywa ponadto są cennym źródłem witamin i błonnika pokarmowego, dzięki czemu zapewniają nam sytość na długi czas. Ponadto nie zapominajmy o spożywaniu ryb – cennego źródła witaminy D i kwasów tłuszczowych z rodziny omega 3 (tłuste ryby) – przy czym, podobnie jak w przypadku mięsa, ich kaloryczność jest uzależniona od sposobu obróbki termicznej, stąd zdecydowanie należy unikać smażenia.

Uważam, że nie należy eliminować z diety nasion, pestek i orzechów – być może są to produktu o wysokiej gęstości energetycznej, ale jednocześnie zawierają mnóstwo witamin, minerałów, nienasyconych kwasów tłuszczowych i błonnika pokarmowego – pamiętajmy, że dieta odchudzająca nie może być zmianą na chwile, lecz ma skutkować wyrobieniem zdrowych nawyków żywieniowych na całe życie – tylko tędy wiedzie droga do sukcesu. A mam nadzieję, że celem większości osób nie jest tylko szczupła sylwetka, ale również zachowanie jak najlepszego stanu zdrowia.

W zdrowej diecie nie ma miejsca na codzienne spożywanie słonych przekąsek typu chipsy czy paluszki – są to produkty wysokokaloryczne i wysokotłuszczowe. 100 g chipsów charakteryzuje się wartością energetyczną rzędu 530 kcal! – a chyba większość z nas przyzna, że ciężko jest oprzeć się już napoczętej paczce i nie zjeść jej do końca.  Oczywiście takie niezdrowe „przegryzacze” można zastąpić niskokalorycznymi i bogatymi w wartości odżywcze przekąskami – nie ma nic trudnego w przygotowaniu w piekarniku domowych chipsów z różnych warzyw (ziemniaków, marchewki, cukinii, buraka, selera itd.) czy też domowych nachosów – a ilość dostarczanych przez nich kalorii będzie naprawdę niewielka 😉

Jak już wspominałam wcześniej, zdrowa dieta nie równa się diecie pozbawionej słodkich smaków. Absolutnie jest to jeden z większych mitów. Jednakże konieczne jest maksymalne ograniczenie wysokokalorycznych i wysokotłuszczowych batoników, cukierków, ciast z kremami czy deserów na bazie bitej śmietany lub mascarpone z dodatkiem dużych ilości czekolady czy karmelu. W zamian za to można przygotowywać słodkie desery z jogurtu naturalnego z dodatkiem owoców (zarówno świeżych jak i suszonych) oraz orzechów – możliwości jest wiele, trzeba tylko chcieć!

Jak prawidłowo rozpocząć zdrowe odżywianie?

Koniecznie od swojej kuchni! Pobierz teraz listę 55 zdrowych produktów i zabierz ją na kolejne zakupy. To będzie pierwszy krok w stronę świetnego zdrowia i szczupłej sylwetki :)

Podobnie sytuacja ma się w przypadku ciast – nie ma konieczności całkowitego odstawiania na bok słodkich wypieków. Zmodyfikujmy tylko sposób przygotowania – używajmy mąki razowej lub graham, zamiast tłustych kremów wykorzystujmy bogactwo owoców i orzechów, nie bójmy się dodawać otrąb lub płatków owsianych. Bardzo smaczne są również ciasta na bazie warzyw, np. marchewki czy fasoli. Próbujmy, modyfikujmy i szukajmy najlepszego rozwiązania , a efekty w postaci spadku masy ciała będą jeszcze większą motywacją do dalszych działań  😉

Ważna jest również ilość i rodzaj spożywanych płynów – zwłaszcza gdy do diety wprowadzamy większe ilości produktów razowych, otrąb czy płatków owsianych, a więc źródeł błonnika pokarmowego. Aby błonnik skutecznie spełniał  funkcje „fizjologicznej szczotki”, regulującej pracę jelit musimy zapewnić mu odpowiednią podaż wody, pod wpływem której pęcznieje. Tak więc nie zapominajmy wypijać co najmniej 1,5 litra płynów na dzień.

Istotny jest również rodzaj spożywanych płynów. Najlepiej gdyby to była woda mineralna (niegazowana i niesmakowa!) z uwagi na zerową kaloryczność. Co więcej, nie dość, że woda nie dostarcza nam kalorii to zmusza organizm do wykorzystania jej do rozmaitych procesów biochemicznych, które oczywiście wzmagają ich spalanie. Unikajmy jak ognia wszelkich napojów i pseudosoków owocowych – zawierają one mnóstwo dodatkowego cukru. Ograniczmy również spożycie 100% soków owocowych (dlaczego? – klik).

Dieta – podsumowanie

Powyższe proste wskazówki są skuteczną drogą do zmniejszenia kaloryczności własnej diety, a więc i do skutecznej utraty masy ciała. Co najważniejsze zmiany te nie powinny trwać dwa tygodnie czy miesiąc jak w przypadku założeń większości popularnych „diet cud”. Tylko stała, stopniowa zmiana nawyków żywieniowych na lepsze umożliwi skuteczną i długotrwałą utratę kilogramów, a co za tym idzie, zmniejszenie ryzyka wielu chorób współtowarzyszących otyłości.

Nie należy również zapominać o wprowadzeniu do swojego życia aktywności fizycznej – przyczynia się ona nie tylko do spalania kalorii ale również poprawia nasze ogólne samopoczucie na skutek pobudzania wydzielania endorfin (hormonów szczęścia). Poza tym regularne posiłki i spożywanie śniadań,  należą do czynników (obok aktywności fizycznej) skutecznie pobudzających przemianę materii (więcej na ten temat tutaj), a więc wspomagających utratę zbędnych kilogramów.

Okazuje się, że dieta to nie wszystko! Jest jeszcze kilka ważnych kwestii, których znajomość pomoże nam ograniczyć ilość spożywanych kalorii.

Powiększające się talerze!

Średnia powierzchnia talerzy wzrosła od 1960 roku o 36%! Wydawałoby się, że to nic wielkiego jednak taki szczegół może sporo namieszać w ilości zjadanego przez nas pożywienia. Przecież zupełnie inaczej wygląda ta sama ilość jedzenia położona na małym talerzyku i wielkim talerzu – pusta przestrzeń automatycznie zmusza nas do nałożenia większej porcji. Co więcej, robimy to całkowicie nieświadomie. Obliczono, że w ten sposób możemy spożywać nawet o 50% więcej pożywienia – a w przeliczeniu na kalorię będą to ogromne sumy!

Idąc dalej tym tropem…

Wielkość porcji ma znaczenie!

Od 1970 roku w Stanach Zjednoczonych zaobserwowano systematyczny wzrost rozmiarów porcji żywności, zarówno w restauracjach, supermarketach jak i domach.  Naukowcy zbadali zależność pomiędzy wielkością opakowań produktów żywnościowych oraz nakładanych porcji a ilością spożywanej żywności.

Badania jednoznacznie pokazują, iż ludzie mają tendencję do spożywania większych ilości żywności zarówno gdy dostaną większą porcję w restauracji (wówczas jemy więcej o 20 – 50%) czy też większe opakowanie w supermarkecie (spożycie wzrasta o 20 – 40%). Co więcej zależność ta dotyczy zarówno dzieci jak i dorosłych, osób bez wykształcenia jak i z wysokim wykształceniem, biednych jak i bogatych, Amerykanów i Europejczyków, stosujących dietę i bez ograniczeń dietetycznych.

Doskonale obrazuje to badanie przeprowadzone z udziałem 85 doktorantów i profesorów, specjalizujących się w nauce o odżywianiu (wielu z nich światowej sławy!), którzy zostali zaproszeniu przez swojego kolegę na uroczystość. Tam  zostały podane im lody – w średniej lub dużej misce i ze średnią lub dużą łopatką do nakładania. Naukowcy, którzy otrzymali duże naczynie zjedli o 31% lodów w porównaniu do tych, którzy otrzymali lody w średniej misce. Ponadto, połączenie dużego naczynia z dużą łopatką skutkowało tym, że badani nakładali sobie 53% lodów więcej w porównaniu do osób, które otrzymały mniejsze miski i mniejsze miarki. A pamiętajmy, że byli to eksperci w dziedzinie żywienia!

Inne badanie, polegające na serwowaniu osobom dorosłym czterech różnych porcji (oczywiście w różnych dniach) makaronu z serem wykazało, że badani spożywali o 30% więcej energii gdy otrzymali największą porcję (1000g) w porównaniu do porcji najmniejszej (500g). Pomimo wyraźnych różnic w wielkości spożytej potrawy uczestnicy zgłaszali podobne odczucia głodu i sytości. Co więcej, po zakończonym badaniu ponad połowa osób (55%) nie zauważyła różnicy w wielkości serwowanych porcji.

Co więcej wydaje się, że nie ma większego znaczenia czy jesteśmy głodni, czy bezpośrednio po posiłku. Podczas jednego z badań przeprowadzonego w kinie na przedmieściach Chicago, widzom, którzy dopiero co zjedli lunch podano darmowy, aczkolwiek nieświeży popcorn w wiaderkach średnich i wielkich rozmiarów. Mimo, że uczestniczy badania nie byli głodni, a popcorn był nieświeży, osoby, które otrzymały większą porcję zjadły o 45% więcej w porównaniu do tych, którzy dostali porcję średnią.

Większe porcje w restauracjach, większe opakowanie w supermarketach oraz większe naczynia w domach – cały świat sugeruje nam, że większe porcje są właściwe i normalne. Pamiętajmy jednak, że istotnie służą nieświadomemu, zwiększonemu spożyciu kalorii – a więc i my powoli stajemy się „więksi”.

Dlaczego tak się dzieje?

Jemy oczami a nie żołądkiem!

Mamy tendencję do „wyczyszczania talerza” – co razem w połączeniu ze zwiększającymi się porcjami i naczyniami skutkuje oczywiście zwiększonym spożyciem kalorii. Co więcej okazuje się, że tak naprawdę jemy oczami, a nie żołądkiem! – nie potrafimy dostosować ilości spożywanych kalorii na podstawie wielkości zjedzonego pożywienia i uczucia sytości. Stopień nasycenie opieramy  przede wszystkim na podstawie sygnałów wzrokowych, mówiących nam o wielkości porcji i traktujących ją jako normę.

Tendencja ta została potwierdzona na badaniu przeprowadzonym na 54 osobach w wieku od 18 do 47 lat. Uczestniczy zostali poinformowani, że ich zadaniem będzie zjedzenie zupy pomidorowej (przygotowanej na podstawie nowego przepisu), a następnie wypełnienie ankiety. Część badanych otrzymała zupę w normalnych miskach, natomiast część w miskach samo uzupełniających się, do których była powoli dolewana zupa za pomocą specjalnej rurki podłączonej do spodu naczynia.

Co się okazało? Uczestniczy, którzy otrzymali samo uzupełniające się miski nieświadomie zjedli o 73% więcej zupy w porównaniu do grupy kontrolnej (z normalnymi naczyniami) – mieli oni również większy problem z poprawnym oszacowaniem ilości spożytych kalorii. Co więcej osoby, które zjadły zdecydowanie więcej zupy nie odczuwali większego i dłuższego odczucia sytości niż osoby, które zjadły zwyczajową porcję.

Jaki z tego wniosek? Jako normę traktujemy to co widzimy na talerzu, a nie to ile tak naprawdę potrzebuje nasz organizm. Może warto wykorzystać te wiedzę w praktyce – zainwestować w mniejsze talerze i naczynia, dzięki czemu zmniejszymy ilość nakładanego i zjadanego pożywienia, przy jednoczesnym zachowaniu uczucia sytości.

Natomiast w restauracji można poprosić o mniejszą porcję, którą przecież i tak się najemy! W barach typu fast food najchętniej kupowanymi zestawami są te z przedrostkiem „Big” czy „Super” – w końcu dają nam więcej, za atrakcyjniejszą cenę – tylko brać! Czy aby na pewno? Czy warto wrzucić w siebie masę dodatkowych kalorii? Przecież średnią porcją zaspokoimy swój głód na tym samym poziomie. Warto zapamiętać ten jakże prosty związek – wraz ze wzrostem rozmiaru spożywanych porcji wzrasta rozmiar noszonych przez nas ubrań!

Za mamusię, za tatusia… trzeba zjeść do końca!

Okazuje się, że najmłodsi (dzieci do 3 – 4 roku życia) nie reagują na takie sygnały jak wielkość porcji i są zdolne do samoregulacji spożycia odpowiadającego ich fizjologicznemu zapotrzebowaniu. Jednak wydaje się, że wraz z wiekiem zdolności te zanikają, gdyż na podstawie badań u dzieci 5-letnich zauważono wyraźny wzrost spożycia związany ze zwiększeniem wielkości porcji. Przyczyny takiego stanu upatruje się we wczesnych doświadczeniach żywieniowych dzieci, które oczywiście kształtują ich późniejsze nawyki żywieniowe.

W eksperymentalnym badaniu z udziałem 4 – letnich dzieci okazało się, że dzieci, którym obiecywano nagrodę za zjedzenie posiłku do końca, spożywały więcej kalorii, co oczywiście nie musiało równać się ich fizjologicznemu zapotrzebowaniu. Natomiast dzieci, które nie doświadczały takiego „szantażu”, lecz uczono je, aby wyznacznikiem zakończenia posiłku było uczucie najedzenia i sytości – zjadały odpowiednią ilość pożywienia. Inne badanie wykazało, że dzieci jadły o 25% mniej, kiedy same zdecydowały ile żywności ma się znaleźć na ich talerzu w stosunku do dzieci, które zjadały porcje serwowane przez dorosłych.

Tak więc mamy tutaj istotną wskazówkę dla rodziców – nie stosujmy wobec dzieci szantażu typu „Jak zjesz wszystko, to coś Ci kupię”, albo co gorsze: „Jak zjesz wszystko to dostaniesz deser”. W ten sposób przyczyniamy się do wykształcenia u najmłodszych niekorzystnych nawyków żywieniowych w postaci nadmiernego przejadania się i zwiększonego ryzyka otyłości w wieku dorosłym.

Produkt light? – mogę więcej!

Paradoksalnie wzrost dostępności żywności light, czy niskotłuszczowej nie idzie w parze ze zmniejszeniem liczby osób otyłych. Dlaczego? Okazuje się, że gdy konsumenci sięgają po żywność z napisem light mają tendencję do zjadania jej w większych ilościach (jednorazowo nawet o 50%) niż żywność konwencjonalną, co ciekawe – nie są tego świadomi. Wydaje nam się, że skoro coś jest produktem „dietetycznym” to możemy jeść to w nieograniczonych ilościach bez poczucia winy, a i tak nie przyczyni się do wzrostu masy ciała.

 Jednak w efekcie ilość dostarczanych kalorii jest wówczas wyższa – a przecież tyjemy od nadmiaru kalorii, niezależnie od ich źródła pochodzenia. Ponadto po produkty tego typu częściej sięgają osoby z nadwagą i otyłością, co niestety jeszcze bardziej pogłębia u nich problem narastającej masy ciała.

Gotuj z głową!

Średnia wartość kaloryczna przepisów kucharskich systematycznie wzrasta!

Naukowcy przeanalizowali przepisy z 7 wydań The Joy of Cooking (książka kucharska) w celu ustalenia zmian w wielkości porcji i wartości energetycznej przepisów na przestrzeni 70 lat. Pierwszy egzemplarz został wydany w 1936 roku, następne zaś kolejno w 1946, 1951, 1963, 1975, 1997, 2006. Okazało się, że od pierwszego wydania w każdym kolejnym egzemplarzu powtarzało się 18 przepisów z czego wartość kaloryczna wzrosła dla 14 przepisów aż o 63% na porcję! Wynikało to zarówno ze wzrostu wielkości porcji, ale także zmiany w zastosowanych składnikach.

Starajmy się zatem modyfikować gotowe przepisy z książek kulinarnych czy gazet, tak aby uczynić je nieco zdrowszymi i mniej kalorycznymi!

Spiesz się powoli!

Naukowcy udowodnili, że jedzenie w pośpiechu przyczynia się do pochłaniania większych ilości kalorii a w efekcie zwiększa ryzyko występowania otyłości. Jedno z takich badań zostało przeprowadzone przez badaczy na Uniwersytecie Osakijskim – monitorowano nawyki żywieniowe 3000 ludzi i obliczono, iż mężczyźni jedzący szybciej byli o 84% bardziej narażeni na nadwagę (kobiety ponad 50%) w porównaniu do osób jedzących powoli.

Dlaczego tak się dzieję? Otóż potrzebujemy ok. 20 minut od rozpoczęcia posiłku, aby do mózgu dotarły sygnały mówiące o nasyceniu. Powolne, spokojne jedzenie daje nam wystarczająco dużo czasu na wyzwolenie i dotarcie owych sygnałów do mózgu, dzięki czemu odpowiednio wcześnie odczuwamy uczucie nasycenia i jemy zdecydowanie mniej niż w przypadku szybkiego i łapczywego pochłaniania dużych posiłków w krótkiej chwili.

Zadbaj o atmosferę posiłku!

Udowodniono, że łatwiej przejadamy się w czasie gdy równocześnie skupiamy uwagę na czymś innym, np. oglądamy telewizor. Jak tego uniknąć? Oczywiście najlepiej w ogóle nie zabierać jedzenia przed telewizor, lecz jeżeli nie możemy oprzeć się takiej pokusie umieszczajmy przekąski w rozsądnych ilościach w małej miseczce lub niewielkim pojemniku – nie zabierajmy całych opakowań. Ponadto wybierajmy przekąski o niskiej gęstości energetycznej, np. owoce czy pokrojone warzywa – zamiast chipsów i cukierków.

Natomiast główne posiłki – śniadanie, obiad, kolacja – powinny być zjedzone w spokojnej, komfortowej atmosferze. Okazuje się, iż na ilość spożywanego jedzenia mają wpływ również takie czynniki jak hałas czy oświetlenie – im większy hałas i ostrzejsze światło tym zjadamy więcej.

Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal!

Ludzie mają tendencję do konsumowania większych ilości pożywienia, kiedy mają do niego łatwy dostęp. Idąc za tą zasadą – zrób porządki w swojej kuchni – pozbądź się magicznej szafki, w  której zawsze znajdzie się coś słodkiego na wszelki wypadek (w każdym domu jest takie miejsce!). Uwierz, nie ma takich wypadków, w których obecność cukierków czy ciasteczek z kremem jest niezbędna. W zamian za to postaw w widocznym miejscu misę pełną świeżych owoców czy pudełko z domowymi ciasteczkami owsianymi.

Jak widać istnieje wiele złożonych czynników wpływających na ilość spożywanych przez nas kalorii. Jedno jest pewne – aby zgubić nadbagaż kilogramów konieczne jest ograniczenie kaloryczności swojej diety. Aby osiągnąć ten cel powinniśmy skupić się na kilku ważnych kwestiach.

Po pierwsze konieczny jest umiejętny dobór produktów o niskiej gęstości energetycznej – zapewnią nam sytość na długi czas, dostarczając niewielką ilość kalorii.

Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest regularność oraz rozsądny rozkład poszczególnych posiłków w ciągu dnia – nie wolno zapominać o porządnym śniadaniu, dającym kopa energetycznego na pierwszą część dnia i zapobiegającym nadmiernemu objadaniu w godzinach popołudniowych.

W gubieniu kilogramów niezwykle pomocna jest regularna aktywność fizyczna, o  której niestety często zapominamy albo po prostu nie chcemy pamiętać, usprawiedliwiając się często głupimi wymówkami, takimi jak chociażby kiepska pogoda czy ból paznokcia. Myślę, że warto również pamiętać o poruszonych w drugiej części artykułu „ciekawostkach” – nakładanie mniejszych porcji na mniejsze talerze, zorganizowanie czasu tak aby nie musieć się śpieszyć w trakcie jedzenia czy stworzenie komfortowych warunków na czas posiłku – niby drobnostki, ale okazuje się, że mogą być bardzo pomocne w wyrobieniu zdrowych nawyków żywieniowych na całe życie.

Co możesz teraz zrobić?

Teraz już wiesz dlaczego standardowe „diety” są z góry skazane na niepowodzenie. Aby schudnąć raz na zawsze i bez efektu jojo musisz skupić się na zmianie nawyków żywieniowych!

Jeżeli szukasz prostego i sprawdzonego sposobu na odchudzanie to polecam Ci moją książkę  „20 kroków do zdrowia”.

To praktyczny poradnik zdrowego odżywiania,  dzięki któremu zmienisz swoje nawyki żywieniowe na lepsze,  szybko zgubisz niepotrzebne kilogramy i odzyskasz pewność siebie. Opinie czytelników i więcej informacji na temat książki znajdziesz na kolejnej stronie.

Zobacz bibliografię:

  1. World Health Organization: http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs311/en/;
  2. Buksinska-Lisik M, Lisik W, Zaleska T., Otyłość – choroba interdyscyplinarna, Przew Lek 2006; 1:72-7;
  3. Konarzewski M., Ewolucja otyłości, Nauka 2006; 4:85-96;
  4. Barone Gibbs B, Kinzel LS, Pettee Gabriel K, Chang YF, Kuller LH., Short- and long-term eating habit modification predicts weight change in overweight, postmenopausal women: results from the WOMAN study, J Acad Nutr Diet. 2012 Sep;112(9):1347-1355;
  5. Drewnowski A., Specter SE., Povert and obesity: the role of energy density and energy costs, Am J Clin Nutr. 2004 Jan, 79(1): 6-16;
  6. Wnsink B., Painter JE., North J., Bottomless bowls: Why cues of portion size may influence intake, Obes Res, 2005 Jan, 13(1): 93-100;
  7. Ledikwe JH., Ello-Martin JA., Rolls BJ., Portion size and the obesity epidemic, J. Nutr. Apr 1, 2005 vol. 135, no.4: 905-909;
  8. Wansink B., van Ittersum K., Portion size me: Downsizing our consumption norms, J Am Diet Assoc, 2007 Jul, 107(7):1103-6;
  9. Division of Nutrition and Physical Activity. Research to Practice Series No. 2: Portion Size. Atlanta: Centers for Disease Control and Prevention, 2006.
  10. Wansink B., Kim J., Bad popcorn in big buckets: portion size can influence intake as much as taste, J Nutr Educ Behav, 2005, 37: 242-245;
  11. Ello-Martin JA., Ledikwe JH., Rolls BJ., The influence of food portion size and energy density on energy intake: implications for weight management, Am J Clin Nutr 2005, 82(suppl): 236S-41S;
  12. Rolls BJ., Morris EL., Roe LS., Portion size of food affects energy intake in normal-weight and overweight men and women, Am J Clin Nutr 2002, 76: 1207-13;
  13. Wansink B., Payne CR., The joy of cooking too much: 70 years of calorie increases in classic recipes, Ann Intern Med, 2009 Feb 17, 150(4): 291-2;
  14. Wansink B., Chandon P., Can “low-fat” nutrition labels lead to obesity?, Journal of Marketing Research 2006, Nov., vol. 43, No. 4;

Przeczytaj także:

  • Andrzej

    Fantastyczny artykuł! To jak kompendium wiedzy o zdrowym odżywianiu! Stosując te porady nie tylko schudniesz, ale też będziesz żył lepiej! Bardzo dziękuję za tą publikację! Wysyłam ją wszystkim potrzebującym wokół mnie, a jest ich niestety dużo.

  • laura

    a ja mam pytanie:planowałam pójść spać o 23. ale niestety miałam więcej pracy i położyłam się spać po północy. Po 23 poczułam się głodna, co teraz? Czy lepiej jest zjeść coś małego z węglowodanami (kromka chleba graham, jogurt naturalny, owoc) czy z białkiem (jajko na twardo, twaróg chudy?) czy lepiej nic nie jeść i poczekać do rana na śniadanie? Czy te zjedzone kalorie zostaną odłożone w postaci tłuszczu przez noc?

    • Paulina

      Oczywiście najlepiej jest zjeść ostatni posiłek na 2 – 3 godziny przed snem. Jednak jeżeli zdarzy się nam taka nieprzewidziana sytuacja jak chociażby u Pani to wydaje mi się, że nie ma przeciwwskazań do zjedzenia lekkiego i skromnego posiłku, aby zaspokoić głód. Zdecydowanie wybierajmy wówczas posiłki z większym udziałem białka – dają uczucie sytości na dłużej i skutecznie zapełniają żołądek usuwając nieprzyjemne uczucie głodu, z którym swoją drogą ciężko jest zasnąć 😉

      Jeżeli takie sytuacje zdarzają się sporadycznie to absolutnie nie ma czym się martwić – lekki i niewielki posiłek przed snem nie spowoduje nagłego przyrostu masy ciała. Jednak nie powinniśmy dopuścić, aby taki stan rzeczy miał miejsce codziennie a posiłki tuż przed snem były wysokokaloryczne i ciężkostrawne – takie zachowania niestety mogą się już negatywnie odbić na masie ciała.

      Pozdrawiam!

      • a

        Nie widzę powodu, dla którego „Oczywiście najlepiej jest zjeść ostatni posiłek na 2 – 3 godziny przed snem”. Sam często jem tuż przed snem i nie mam żadnych problemów z wagą. Niejedzenie o określonych porach (np. po 18 czy przed snem) to mit.

        • Maciej

          A to żaden mit. Chodzi o zasadę żeby zjeść w ciagu dnia mńiej kcal. Jak jesteś szczupła to fakt nie robi kiedy żyjesz te 1700-2000 kcal. Ale mając nadwagę potrzebujesz zasad, nawyków m.in ze nie jesz wieczorem. Przez dobowo zjesz mniej kcal!

    • ktos

      na noc polecam bialko w postaci np twarogu – szczeoglnie dla osob ktore sa aktywnie fizycznie. Zapobiega to „spalaniu” miesni podczas snu…

  • Krzysiek

    Powtórzę tylko to co napisał Andrzej. Świetny artykuł, który powinien być promowany jako jedyna skuteczna dieta a paragraf „Dlaczego „diety cud” nie działają?” powinien być podsuwany wszystkim stosującym cudowne diety!

  • Łukasz

    Strasznie się cieszę, że akurat teraz trafiłem na ten artykuł. Zaledwie kilka dni temu postanowiłem zmienić swój styl życia na zdrowszy, jednak wszystko robiłem na „czuja”. Pomimo, że część moich założeń pokrywała się z tymi z artykułu to teraz mogę je jeszcze poprawić.
    Pozdrawiam
    ŁS

  • Leszek

    Świetny artykuł, takich rzeczy powinno się uczyć w szkole, żeby dzieci od małego mogły łapać nawyki żywieniowe.
    Ja swoje nawyki zmieniam od pewnego czasu, z niektórych produktów rezygnuje, inne zmieniam na bardziej zdrowsze.

  • Kamil

    Fajny artykuł. Jedna uwaga – czy naprawdę uważasz, że drób w dzisiejszych czasach będzie zdrowszy niż np. wołowina i jest bardziej zalecany? Szczerze każdy poleca ten drób, ale jest to najbardziej sztuczne mięso, zawierające masę chemii i hormonów. Nie oszukujmy się, niewiele kto w obecnych czasach ma regularny dostęp do zrdowego ekologicznego drobiu. Czy w takiej sytuacji nie lepiej wybrać wołowinę czy nawet wieprzowinę? Chyba poza tłuszczem liczy się też to aby nie truć organizmu i nie zaburzać gospodarki hormonalnej?
    Mnie osobiście wkurza jak słyszę od „odchudzających się” jak to super schudli kilka kilo, bo całe 2 tygodnie na obiad jedli pierś z kurczaka – ten element, coraz większy i coraz tańszy, jest dla mnie przeciwieństwem zdrowego odżywiania…

    • Paulina

      Absolutnie nie jestem zwolenniczką codziennego spożywania tylko i wyłącznie drobiu – raczej zalecałabym ograniczenie spożycia mięsa ogółem, zarówno drobiu jak i wołowiny czy wieprzowiny (udowodniono niekorzystny wpływ wysokiego spożycia czerwonego mięsa na układ sercowo – naczyniowy człowieka oraz zwiększone ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów).

      Oczywiście wszystko jest dla ludzi – dlatego też uważam, iż należy urozmaicać swoją dietę w różne produkty – od czasu do czasu zjeść wołowinę, wieprzowinę lub też drób. Idealnie byłoby mieć dostęp do mięsa bezpośrednio od rolnika z prawdziwego zdarzenia, u którego kura rośnie tyle ile powinna – bez faszerowania jej antybiotykami i hormonami. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką możliwość.

      Dlatego też gorąco zachęcam wszystkich „nałogowych mięsożerców” do ograniczenia spożycia jakiegokolwiek mięsa – jest mnóstwo smacznych i atrakcyjnych potraw bezmięsnych – wystarczy tylko spróbować 😉

      • Marcin

        Poprosiłbym o źródło tej informacji. W moich poszukiwaniach jedyne co znalazłem to silną zależność między jedzeniem czerwonego mięsa a chorobami serca ale nie zależność przyczynowo skutkową – wręcz przeciwnie, sporo ludzi przechodząc na dietę typowo mięsną z dużym udziałem podrobów znacznie poprawiło swój stan zdrowia.

  • polak

    „Śmietanę do mizerii czy zaprawiania zup i sosów zamieniamy na jogurt naturalny – różnica w smaku jest praktycznie nie zauważalna, a ilość zaoszczędzonych kalorii znacząca.”

    Autorka chyba ma kubki smakowe nie z tej ziemi jak różnica w tych smakach jest dla niej niezauważalna… Tak – wyraz ten piszemy razem.

    • Rusek

      Nie ma to jak się doczepić szczegółu. Widać, że dużo informacji wyniosłeś z tego artykułu. Poliglota się znalazł…

    • Paulina

      Zapewniam, że z moimi kubkami smakowymi jest wszystko w jak najlepszym porządku. Tak naprawdę cały problem tkwi w przyzwyczajeniu – być może na początku zupa taka wyda się niesmaczna, chociażby tylko z tego powodu, że będzie inna niż ta, do której byliśmy przyzwyczajeni przez całe życie. Jednak gwarantuje, że po pewnym czasie jedzenia takiej „odmienionej” potrawy różnica ta będzie niedostrzegalna. To tak samo jak ze słodzeniem herbaty – kiedyś nie wyobrażałam sobie nie posłodzić herbaty – teraz nie wyobrażam sobie wypić herbaty z cukrem. To tylko przyzwyczajenie do smaku, nic więcej.

      Prawda jest taka, że jeżeli ktoś naprawdę chce wprowadzić proste zmiany w swoje życie to nie będzie zwracał uwagi na takie drobiazgi, lecz stopniowo będzie zmieniał swoje stare nawyki na nowe, lepsze przyzwyczajenia. Ja niestety nie mogę nikogo do tego zmusić i nawet nie mam takiego zamiaru. Każdy jest kowalem swojego losu – jeżeli widzę, że dana osoba na wszelkie propozycje zmian odpowiada „tak, ale…”, albo co gorsza próbuje mnie obrazić to niestety, ale dyskusja taka zwykle jest bezproduktywna.

      Przepraszam za ten jakże rażący błąd ortograficzny – mam nadzieję, że to nie jest najważniejsza rzecz, którą Pan zapamiętał z całego artykułu.

      Pozdrawiam!

  • Przem Ilu

    No nie zupełnie wszystko tak jest…
    ad. Dlaczego tyjemy:
    „jemy więcej niż potrzebujemy”
    Ogólnie rzecz biorąc prawda. Pytanie dlaczego więcej jemy i dlaczego u dwóch różnych osób po zjedzeniu tej samej ilości takiego samego pożywienia występują różne skutki?
    Mechanizm niewłaściwego gromadzenia tłuszczu „na wszelki wypadek” odkrył w latach 70-tych endokrynolog angielski dr. A.T.W. Simeons – mianowicie źródłem chorobliwej otyłości jest zmiana działania podwzgórza w mózgu. Dr Simeons zajmował się otyłością przez ponad 40 lat i nie tylko odkrył przyczynę powstawania otyłości, ale również opracował metodę leczenia (tak, leczenia! – bo to jest choroba), co zajęło mu lat piętnaście. Metoda polega na podawaniu pacjentowi glikoproteiny hCG w niewielkich dawkach (obecnie stosuje się wersję homeopatyczną) oraz zróżnicowanej w czasie dość restrykcyjnej diety.
    Resztę można znaleźć w książkach „HCG+500″ oraz „Funty i cale” dostępne w internecie.

    ad. Czy istnieje SKUTECZNA dieta odchudzająca?
    Oczywiście – zmiana nawyków jest tu podstawą.
    Jedyne, co jest niepokojące, że jakakolwiek dieta nie prowadzi do pozbycia się „nadprogramowego tłuszczu” odłożonego na skutek źle działającego podwzgórza. Można się zagłodzić na śmierć i nadal mieć „wałki” tłuszczowe w różnych miejscach.

    ad. przetwory zbozowe…
    Okazuje się, że poprzez zmiany („ulepszanie”) odmian pszenicy (a i innych zbóż także), nie ma ona nic wspólnego ze zdrowym pożywieniem. Najlepiej odstawić pieczywo i makarony z tychże (są takie rzeczy jak orkisz np.).
    Efekt po dwóch tygodniach zauważalny…

    ad. podsumowanie
    Zmiana jest podstawą + większa ilość (co tak większa! DUUUUŻA!) ruchu i wysiłku fizycznego uruchamia inny przebieg pozyskiwania energii w ciele i przyczynia się do pozbywania nadmiaru kilogramów.
    A ze słodyczy… ewentualnie stewia :)

  • Piotr

    Stosuje dietę Dukana od 3 listopada 2012r. Schudłem 19kg.
    Jem do syta i nie jestem głodny.
    Jem ryby , sery i jogurty 0% tłuszczu, kurczaki i indyki.
    Nic smażonego. Nie ma w mojej diecie tłuszczu.
    W internecie znajduje się bardzo dużo informacji na temat tej diety.

    • Kasia

      Gratuluję polecania tak niebezpiecznej diety. Fakt działa ale nie ma nic za darmo. Długotrwałe niespożywanie węglowodanów prowadzi do kwasicy ketonowej, która z kolei może spowodować trwałe uszkodzenie nerek. Dieta Dukana, czy Atkinsa (bo działają na tej samej zasadzie) nie mają nic wspólnego ze zdrowym żywieniem.

      • Karolina

        Całkowicie się z Panią zgadzam, sama stosowałam dietę Dukana przez 3 miesiące. Schudłam co prawda 10kg ale jakim kosztem! Trwałe uszkodzenie śluzówki żołądka. Od tamtej pory co kilka miesięcy zmagam się z długotrwałymi bólami, które lekarze potrafią tylko „zaleczyć”. Ergo – problem do końca życia.

        • Kasia

          Ja też jestem po Dukanie. Nerki uszkodzone, puchnę ciagle – woda kumuluje mi się w organiźmie. Najgorsza dieta na świecie. Teraz jestem na South Beach, ale po swojemu. Jem bardzo podobnie do Pani zaleceń. Świetny artykuł :)

      • Rafał

        Kasiu, mylisz pojęcia.

        Prawdopodobnie mylisz pojęcia ketozy, która jest naturalnym stanem u każdego człowieka z kwasicą ketonową właściwą dla cukrzyków lub osób z zachwianym metabolizmem glukozy. A dokładniej:

        Ketoza jest stanem, w którym z braku cukrów organizm wytwarza energię z tłuszczu. Aby tego dokonać zamienia tłuszcz na ciała ketonowe (ketony – wśród nich np. aceton i kwas acetooctowy).

        Ketony te są efektywniejszą formą pozyskiwania energii niż glukoza (ketoza ma też szereg innych zbawiennych skutków dla zdrowia tu opracowanie dra Richarda Veech’a) a dodatkowo potrafią przenikać barierę krew/mózg tak samo jak glukoza. Ketoza zakwasza organizm, ale nie jest to stan nienaturalny i ten rodzaj zakwaszenia nie jest groźny. Inaczej jest w przypadku osoby chorej na cukrzycę lub takiej, która ma wysoką insulinoodporność zapoczątkowaną dietą bogatą w cukry i węglowodany oczyszczone. Wówczas powstaje ketokwasica cukrzycowa, obrazowo tłumacząc:

        Ponieważ na skutek odporności na insulinę komórki nie mogą się odżywiać glukozą (ciągle wołają „jeść!”) organizm przestawia się na produkcję energii z tłuszczu. Powstają ciała ketonowe i zasilają komórki. Ale we krwi znajduje się także glukoza w dużym stężeniu – która wraz z acetonem może doprowadzić do śpiączki cukrzycowej oraz uszkodzeń narządów wewnętrznych.

        Dla podsumowania: metabolizm wszystkich ssaków drapieżnych utrzymywany jest w stanie ketozy bez najmniejszego uszczerbku na ich zdrowiu i życiu. Nie jedzą węglowodanów – bo i skąd?

        Poza tym:
        1. Podzielam, dieta Dukana jest z punktu widzenia biochemii bez sensu bo nadmiar białka jest tak samo groźny jak nadmiar węglowodanów.

        2. Dziwi mnie, że autorka za zdrowy nawyk uważa stosowanie 4-5 posiłków dziennie, kiedy w tym samym tekście wspomina o

        3. Dziwi mnie zdanie pani Pauliny: „Jeżeli chodzi o obiady to najlepszym rozwiązaniem są posiłki na bazie kaszy gryczanej, jęczmiennej, jaglanej, komosy ryżowej – mają dużo wartości odżywczych i jednocześnie niską gęstość energetyczną w porównaniu do innych produktów zbożowych.” Z punktu widzenia ilości węglowodanów i kcal wartość kaszy jaglanej (71% węgli, 346kcal) i kaszy jęczmiennej (68% węgli, 327kcal) jest porównywalna. Ryż dziki jest tutaj liderem (75% węgli, 357kcal).

        4. Teoria bilansu kalorycznego to tylko teoria (tak samo jak i teoria insulinowa, z tą różnicą, że za tą drugą przemawia więcej dowodów biochemicznych i fizjologicznych).

        4. Liczenie kalorii nie ma sensu z kilku powodów, bo to nie kalorie są powodem tycia czy chudnięcia. 100 kcal uzyskanych z alkoholu albo tłuszczu, albo białka, albo glukozy wymaga zupełnie różnego wysiłku biochemicznego organizmu (proces trawienia, wchłaniania, enzymy, hormony, wpływ na zachowanie komórek i organów). Informacja o kaloryczności konkretnych pokarmów uzyskiwana jest w tzw kalorymetrze poprzez metodę bezpośredniej kalorymetrii. W uproszczeniu oznacza to spalenie konkretnego artykułu spożywczego i pomiar wydzielonej energii. Taka metoda świednie nadaje się do sprawdzania kaloryczności węgla czy drewna używanego w piecach CO, ale w przypadku pożywienia i ludzkiego przewodu pokarmowego trudno o analogię (choćby z tego powodu, że pomija biodostępność).

    • Paulina Styś

      Zapraszam do zapoznania się z możliwymi konsekwencjami wynikającymi ze stosowania diety Dukana: http://cojesc.net/dieta-dukana/

      Pozdrawiam!

  • Kalbi

    Czyli można to podsumować znaną od lat dietą cud o nazwie NŻD (Nie żryj dużo). No i wskazana jest aktywność fizyczna, chociażby spacer zamiast serialu przed TV.

    • Paulina

      Mniej więcej 😉 Raczej bym powiedziała: Jedz mądrze!

  • mika

    witam, stosowałam dietę dukana i schudłam prawie 30kg, ale od kilku miesięcy mam problem- jem, jem i tyję, od stycznia przytyłam już 8 kg i nie potrafię się zmobilizować do walki ze sobą, do powrotu na dobrą drogę, po prostu brak mi sił psychicznych, w domu kilka urządzeń do ćwiczeń, książki, płyty, ale ja…nie potrafię i po prostu nie wiem co ze sobą zrobić….czytam teraz tę stronkę z nadzieją, że odnajdę swoją siłę walki, motywację, może nowe pomysły…że zacznę znowu zdroworozsądkowe odchudzanie z efektami a nie kolejną porażką

    • Paulina Styś

      Witam!

      Niestety nie mam dobrego zdania na temat diety Dukana (tutaj mój artykuł na jej temat: http://cojesc.net/dieta-dukana/). Prawdopodobnie stosowanie tego typu rygorystycznych diet stało się przyczyną spowolnienia metabolizmu – Pani organizm włączył wszelkie mechanizmy mające ograniczyć spalanie kalorii, a wręcz nastawił się na ich gromadzenie.

      Aby przywrócić prawidłowe tempo przemiany materii powinna Pani znaleźć w sobie motywację i samozaparcie konieczne do wprowadzenia regularnej aktywności fizycznej i korzystnych modyfikacji diety – niezbędna jest tutaj regularność posiłków i ich odpowiedni rozkład (absolutnie nie może Pani unikać śniadań, natomiast ostatni posiłek proszę spożywać na 3 godziny przed snem).

      Być może pomocny okaże się artykuł poruszający temat przyspieszenia przemiany materii: http://cojesc.net/jak-poprawic-przemiane-materii/

      Życzę Pani odnalezienia w sobie nowych pokładów energii oraz motywacji – wierzę, że na pewno uda się Pani osiągnąć zamierzony cel!

      Pozdrawiam serdecznie!

  • Piotrel

    Właśnie sobie wróciłem z uczelni i postanowiłem poczytać trochę o zdrowym odżywianiu.Bardzo ciekawy blog i bardzo ciekawy artykuł! Jestem tutaj pierwszy raz, ale będę zaglądał. Jestem mężczyzną i naturalnym jest fakt, że potrzebuję więcej energii na codzień. Zastanawiam się, co Pani mogłaby polecić jako naturalny zamiennik kawy?

    • Paulina Styś

      Kawa, a dokładniej kofeina jest już naturalną substancją pobudzającą więc ciężko znaleźć jej inne odpowiedniki 😉

      A w ogóle to dlaczego szukasz zamienników kawy?

      Więcej na temat kofeiny tutaj: http://cojesc.net/kofeina/

      Pozdrawiam!

    • Gosia

      Guarana! :)

  • Maciek

    Bardzo lubię tą stronę. Jestem tu 15 minut. Świetne artykuły. Naprawdę! Mam 17 lat, odchudzałem się ok. pół roku, bardzo niezdrowo, spaliłem sobie trochę mięśni , ale w pewnym momencie zacząłem czytać to i owo i tak oto zmieniłem swoje nawyki: jem co 3-4 godziny, więc w zależności od dnia (trudno planować sobie posiłki, jest wiele zdarzeń losowych) jem od 3 do 5 posiłków. Nie jem pomiędzy. Nic a nic, chyba, że naprawdę „ssie” mnie w żołądku – piję wodę, sok – najczęściej pomidorowy, albo chwytam garść orzechów włoskich lub pestek dyni. Nie jem po godzinie 20. O 19 kolacja najpóźniej – tak jest mi najlepiej. I tu jest parę schodów, bo w czasie posiłków „rzucam” się czasami na talerz, ale i tak nie powoduje to (CAŁE SZCZĘŚĆIE!!) zmian wagi. Ah, no i spisuję sobie w zeszyciku lub telefonie co, ile i o której zjadam. To pomaga później wyeliminować błędy. Trochę skomplikowane jest zdrowe odżywianie – ale warto, dla efektów. :)

    • Paulina Styś

      Tak jak piszesz – odchudzanie to przede wszystkim zmiana nawyków żywieniowych na zdrowe, wyeliminowanie czynników, które stały się przyczyną wcześniejszego przyrostu masy ciała. Na początku taka metamorfoza może wydawać się trochę skomplikowana czy czasochłonna, jednak po pewnym czasie – nim zdążymy się obejrzeć – okazuje się, że już nie robimy nic szczególnie angażującego a masa ciała o dziwo spada :)

      Takie zdrowe nawyki powinny wejść w krew do końca życia a nie tylko na czas trwania „diety” (bardzo nie lubię tego słowa ;). Super, że prowadzisz dzienniczek żywieniowy – bardzo dobra metoda na sprawdzenie samego siebie.

      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki!

  • Maciek

    Dziękuję! I cieszę się z błyskawicznej reakcji! Mam parę pytań, pomoc dietetyka byłaby mi potrzebna w paru kwestiach. Mógłbym skontaktować się z Panią mailowo? Z góry serdecznie dziękuję i pozdrawiam. (;

    • Paulina Styś

      Oczywiście, możesz skontaktować się ze mną przez formularz znajdujący się pod zakładką „Napisz do mnie” w lewym górnym rogu strony :)

      Pozdrawiam!

  • jola

    Super artykuł. Szukam z zapałem porady, która pomoże odchodzić mojego meza. Jest duzy upatrywał ciągle rośnie. Jest przy tym uparty jak nie wiem co. Mam ogólny plan co zrobic zeby mu pomoc. Brakuje mi pomysłów na dania o obiadowe. :)

  • Jola

    Bardzo podobał mi się ta strona. Od dawna usiłuję „odchudzić” swojego Męża, ale diety niewiele pomagają. Ostatnio zaczęłam stosować metodę MŻ ( mniej żreć ) jak równiez nie podawać smażonego. Ale szczerze szybko skończyły mi sie pomysły na zdrowe obiady. Może jakaś podpowiedz ? :) – Mąz powinien bardzo duzo schudnąc, a wszelakie diety sa do bani. Już ma problemy z kręgosłupem i ciężkie ćwiczenia fizyczne odpadają. Zreszta na razie musza wystarczyć spacery. Jeżeli chodzi o sniadania, przekąski to z tym nie mam problemu, najgorzej moja inwencja twórcza wypadka w przypadku obiadów. I tu prośba o pomoc. J\Parę jakiś przykładów. ? Pozdrawiam serdecznie. :)

    • Paulina Styś

      Jeżeli chodzi o obiady to najlepszym rozwiązaniem są posiłki na bazie kaszy gryczanej, jęczmiennej, jaglanej, komosy ryżowej – mają dużo wartości odżywczych i jednocześnie niską gęstość energetyczną w porównaniu do innych produktów zbożowych. Warto również wprowadzić do diety ryż naturalny. Do wymienionych produktów zbożowych można dodawać przeróżne kombinacje gulaszów warzywnych z dodatkiem chudego mięsa drobiowego (podsmażanego bez tłuszczu lub z bardzo małym dodatkiem).

      Świetnym rozwiązaniem są również zupy na bazie roślin strączkowych (fasola, soczewica, cieciorka). Generalnie zupy charakteryzują się niską wartością energetyczną a jednocześnie dają duże uczucie sytości (pod warunkiem, że nie są zaprawiane śmietaną czy zasmażkami).

      Proszę raczej unikać podawania makaronu i innych przetworów mącznych (pierogi, naleśniki, pyzy itd.) – są to potrawy dosyć wysokokaloryczne. Jeżeli już przyjdzie ochota na coś takiego to dobrze byłoby zamienić mąkę jasną na razową lub graham oraz makaron jasny na razowy. Taka zmiana pozwoli na dostarczenie większej ilości błonnika oraz witamin i minerałów. W tym przypadku ważne jest także to z czym podajemy makarony i potrawy mączne – połączenie z tłustymi zawiesistymi sosami czy serem stanowi istną bombę kaloryczną dlatego też lepiej unikać takich zestawień, zwłaszcza gdy pragniemy zgubić nadmiar kilogramów 😉

      W przypadku mięsa proszę unikać smażenia oraz tłustego mięsa czerwonego. Warto przestawić się na pieczenie (bez dodatku tłuszczu)oraz lekkie podsmażanie an nieprzywierającej patelni (również bez dodatku tłuszczu).

      Po inspirację zapraszam na mojego bloga z przepisami do kategorii „Dania obiadowe”: http://zdrowe-odzywianie-przepisy.blogspot.com/search/label/Dania%20obiadowe

      Pozdrawiam i życzę sukcesu :)

  • Cienki Bolek

    Szanowna Pani dietetyk

    znajdę gdzieś może skuteczną dietę na przybranie masy ciała?

    pozdrawiam serdecznie

    Bolesław

  • agata

    Mam pare pytan': Na czym gotowac zupy ? Jakie potrawy dobierac do diety

    • Paulina Styś

      Zupy najlepiej gotować na bulionie warzywny bądź warzywno – drobiowym (mięso należy obrać ze skóry, w której znajduje się najwyższa zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych).

  • Arik

    Przeczytałam z ciekawości także i ten artykuł – trafiłam tu wcześniej szukając informacji na temat wody i jej wpływu na organizm.

    Jestem przeciwna większości zbóż w diecie, szczególnie osób odchudzających się. Liczne badania udowodniły ich szkodliwość, nawet u osób którym się zdaje lub nie odczuwają powiązanych symptomów chorobowych po spożyciu produktów zbożowych.

    Polecam lekturę tych artykułów na temat wartości odżywczych oraz składników antyodżywczych zawartych w zbożach (które są tak zalecane w powyższym artykule):
    http://www.greenmedinfo.com/blog/new-study-links-wheat-weight-gain-and-diabetes
    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23357715
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=m5ppuzNUzsc

    http://www.tlustezycie.pl/2012/04/ziarnko-do-ziarnka-zbierze-sie-miarka.html
    http://www.tlustezycie.pl/2013/08/mozg-na-glutenie-czyli-czemu.html
    http://nowadebata.pl/2011/10/13/buszujacy-w-pszenicy/

    Naturalnie to tylko wycinek, bo temat jest bardzo szeroki, ale być może trochę zmienią Pani zdanie na temat zalecania produktów zbożowych.

    • Paulina Styś

      Dziękuję za komentarz – z pewnością kwestia glutenu to sprawa do głębszej analizy co też z pewnością poczynię. Na szczęście obecnie mamy do dyspozycji wiele zbóż nie zawierających gluten jak gryka, ryż, komosa ryżowa, amarantus itd.

  • PCO

    Szanowna Pani,

    Napisała Pani, że osoby otyłe mają większą szansę zachorowania na zespół policystycznych jajników. Uprzejmie proszę o informację: jaka jest zależność pomiędzy zachorowaniem na tę chorobę a otyłością? Z tego co mnie wiadomo, to wynikiem PCO jest często otyłość oraz inne dolegliwości związane z tą chorobą. Jaka jest jednak zależność przyczynowa, o której Pani pisze.

    Moje ukłony

  • kinia

    Witam,mam 32 lata i jestem juz jakies 13 lat po zabiegu usuniecia skutkow PCO.Z tego co mowil mi lekarz to „schorzenie” nie jest nabyte lecz wrodzone wiec nie rozumiem co do tego ma otylosc?Przy PCO wycina sie kawalek „czegos tam”zeby uwolnic jajnik i tyle…

    • Paulina Styś

      Zgadza się, pomyłka została już usunięta. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Pozdrawiam!

  • iza

    Ciekawy artykuł i jak najbardziej się z tym wszystkim zgadzam. Jednak mam pytanie, jak zdrowe odżywianie ma się do alergii pokarmowych? Mianowice osobiście nie mogę spożywać większości owoców, orzechów i niektórych nasion. Moje diety zawsze są koszmarne bo praktycznie brakuje w nich cukru pochodzenia naturalnego nie licząc surowej marchwi. To główny powód częstego rezygnowania przez mnie z diet. Wole unikać alergenów niż zażywać leki które często powodują u mnie złe samopoczucie. Czy jest możliwość wprowadzenia „zamienników” na owoce i orzechy?

    • Paulina Styś

      Czy jest Pani uczulona na wszystkie owoce i orzechy? Być może istnieją rodzaje, które może Pani jeść bez żadnych negatywnych konsekwencji? Warto poszukać również rozwiązania w suszonych owocach.

  • Anita

    Polecam dietę strukturalną. Może uchodzić za wzór zdrowego odżywiania, a przy tym zredukować bezpiecznie masę ciała. Od kiedy poznałam dietę strukturalną zmieniłam całkowicie nawyki żywieniowe i przeszłam na zupełnie inny tryb życia. Efekty nie tylko widać, ale i czuć.

  • Yo

    Podziwiam Panią za użycie tak licznej literautury naukowej. Dawno nie spotkałam się w „internecie” ani w prasie z tak rzetelnym artykułem. Pozdrawiam :)

  • Sylwia

    Super blog. O większość dowiedziałam już wcześniej, kiedy 4 miesiące temu zaczęłam zmienianie nawyków żywieniowych, ale taki poradnik w pigułce i tak się przyda. Wszystkie podstawowe rzeczy pod ręką, gdyby pamięć zawiodła.

    Do tej pory co prawda wiele się nie odchudziłam, zaledwie 4 kg (cel: 13 kg) i był długi postój zanim w ogóle zaczęłam schodzić z wagi, ale najważniejsze, że nawet jak pozwolę sobie na mniejszy lub większy grzeszek, to nie wracam od razu do poprzedniej wagi – brak efektu jojo. No i na razie skupiam się tym, żeby wyrobić nowe nawyki żywieniowe, a to jest DUŻO trudniejsze niż samo odchudzanie. Niektóre rzeczy są już dla mnie naturalne jak jedzenie pełnoziarnistych produktów, a z innymi wciąż się zmagam, bo trzeba naczyć się nowych przepisów lub przynajmniej zmodyfikować stare. Mimo to warto. Zauważyłam, że jem teraz dużo SMACZNIEJ niż wcześniej. Nie chcę wracać do starego sposobu odżywiania, bo zwyczajnie jedzenie nie było tak dobre jak teraz :)

    Pozdrawiam!
    Sylwia

  • Sylwia

    Ach, zapomniałabym. Warto byłoby tu dodać, że wszystkie przetworzone przemysłowo produkty są źródłem pustych kalorii. Np. W paście jajecznej kupnej ze sklepu jest tyle jajek co nic – większość to tłuszcz, cukier, korserwanty, ulepszacze smaku, barwniki. Jak czytam etykiety, to włos się jeży na głowie, bo cukier jest dodawany nawet tam, gdzie zupełnie jest zbędny (i nie jest to bynajmniej cukier naturalnie występujący). Tak więc powinno się przygotowywać wszystko samemu z nieprzetworzonych produktów.

  • Mariela

    Ja schudłam 13 kg w ciagu 4 miesiący, dużo ćwiczyłam , piłam duzo herbatek i ziółek, niestety nie lubię wody mineralnej, a gazowana jest niezdrowa, mam filtr Dafi i zwykle surówki, dużo surówki z kiszonej kapusty (zawsze jak miałam ochotę podjadać ) i jabłka, nawet na kolację jabłko, mnie jeszcze kawa hamowała apetyt, ale późno wypita powodowała bezsenność , dobrze mieć też motywację, chociażby to, ze na wiosnę odslonimy zgrabne ciało 😀

  • Aneta

    Aneta

    Nareszcie ktoś mi wskazał właściwą drogę .Pozdrawiam tych,którzy wierzą w diety cud-on nigdy nie nadejdzie .Wiem to z własnego doświadczenia.Od dziś trzymam się wskazówek,które przeczytałam w Pani artykule. Uzdrowiła Pani moja psychikę.Już wiem jaką drogą iść.Bardzo dziękuję.Takich artykułów nam potrzeba

    • http://zdrowe-odzywianie-przepisy.blogspot.com/ Paulina Styś

      Bardzo się cieszę, że pomogłam 😉
      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

  • Aneta

    Aneta

    Jestem, tu z wami pierwszy raz i świetnie się tu czuję,ale jest 4:35 a jutro mam imprezkę urodzinową córki.Pewnie nastąpi zmiana w menu i dobrze to wszystkim zrobi.a co do PANi ,która uważa,że jest znacząca różnica między jogurtem naturalnym a śmietaną-otóż różnica jest niewielka.tylko na początku.To nie jest moje zdanie,ale mam małe dzieci,które raczej szukają ”dziury w całym” i jakby źle smakowało to nic by ich nie zmusiło do jedzenia.Pozdrawiam

  • oliwia

    Najlepiej poćwiczyć z Ewą Chodakowska

  • Annaan4

    Pani Paulino, świetny artykuł, naprawdę gratuluję. Chciałam tylko dodać że w mojej opinii bardzo ważne jest też dbanie o równowagę kwasowo zasadową organizmu. Ze swojego doświadczenia widzę że mój organizm funkcjonuje o wiele lepiej kiedy przestrzegam zasad diety alkalicznej, kiedy jem dużo owoców i warzyw i kiedy piję proszek zasadowy. Polecam każdemu bo uważam że skuteczna dieta to dieta zasadowa.

  • kelemele

    Ja zauważyłam, że wreszcie zaczęłam tracić na wadze jak znacznie ograniczyłam spożycie mięsa. I też przestałam ciągle mieć ochotę na słodkie. Do tego jem dużo warzyw i owoców (zwłaszcza jabłek), ćwiczę regularnie i biorę suplement figura detox, żeby oczyszczać organizm. Czuję się lepiej i wyglądam lepiej.

  • piotrowska

    light nie zawsze oznacza light. Ja już się o tym przekonałam, z resztą nie zawsze się dobrze czuję po takich produktach. Ja ostatnio kupiłam kostium efelina na basen i do tego biegam. Mam nadzieję, że schudnę.

  • Ania

    Świetne, przydatne informacje. Serdecznie gratuluję!

  • Malwina Zabka

    Świetny artykuł. Polecam przeczytać i wprowadzić w życie :-) Pozdrawiam

  • wiola

    cześć;) miałam duży problem ze zrzuceniem kg. Trochę ćwiczyłam , biegałam. Ale i tak nie mogłam pozbyć się ciągłej chęci podjadania. I tak w kółko ;/ nie mogłam się pozbyć boczków , które najbardziej mi przeszkadzały. Zaczęłam zażywać Therm Line Fast , to już 6 tydzień i udało mi się pozbyć 3,5 kg. Nie wiem czy to moc tych tabletek , czy moja silna wola , ale nie mam już takiej ochoty na słodkie 😉 i nie PODJADAM 😉 polecam

  • Keria

    To ja na odchudzanie polecam coś, co mi otworzyło oczy i nie marnowałam czasu na zastanawianie się, które dieta jest ok, która szkodliwa dla zdrowia , a która to nic nie warte marketingowe przekręty. Jest taki ebook , kiedyś darmowy, nie wiem jak teraz jest… tytuł „Które diety naprawdę działają. Prawdziwe historie..”. Pewnie google podpowie :) …kiedyś to rozdawali na alehistorie pl… pamiętam, że to na bazie prawdziwych realacji użytkowników 40 różnych diet. Dzięki temu ni skusiłam się wówczas na pseudo-dietę „tasiemcową” hahahahaha i inne bzdurne „diety – cud”.
    pzdr!