Zachowaj dystans – nie szukaj na siłę kontrowersji

Odchudzanie i dietetyka to szalenie kontrowersyjna dziedzina. W Internecie aż roi się od sprzecznych informacji. Tu piszą jedno, a tu wszystkiemu zaprzeczają. Co więcej obie strony potwierdzają swoje racje „rzetelnymi” badaniami naukowymi i całkiem sensownym tłumaczeniem. O ile przeciętny Kowalski nie będzie podejmował dyskusji na temat kwantowej teorii pola o tyle zakaz sprzedaży pączków w szkolnym sklepiku może wywołać burzę emocji.

I tak każdy może zostać „specjalistą w zakresie żywienia”. Celebryci, blogerzy, Ci którzy z sukcesem zgubili kilka kilogramów, trenerzy personalni, osoby po tygodniowych kursach, czy po prostu ktoś „oczytany” w temacie. Wystarczy odrobina odwagi i wrodzona umiejętność przekonywania (podstawowe techniki manipulacyjne oraz nienaganna sylwetka będą dodatkowym atutem). Artykuł na blogu, filmik na youtubie, profil na fejsie, własna książka – nigdy wcześniej nie było tak łatwo wyrazić swojego zdania i co ważniejsze przekonać do niego innych.

Bardzo często obserwuję i nie mogę wyjść z podziwu jak łatwo jest zostać autorytetem jeśli chodzi o dietetykę. Im więcej kontrowersji tym lepiej. Im silniejszy bunt wobec powszechnie przyjętych prawd tym większy poklask ze strony ludu. Ludu, który przecież zna na pamięć ciągle powtarzane zasady zdrowego odżywiania, wie czego unikać żeby obniżyć poziom cholesterolu, glukozy czy zwyczajnie schudnąć.

Niestety wiedza ta nie do końca idzie w parze z utrwalonymi nawykami. Szkoda byłoby zrezygnować ze schabowego czy coca coli. Lepiej poszukać jakiegoś innego rozwiązania, które jak za dotknięciem złotej różdżki rozwiąże wszystkie moje problemy i sprawi, że będę czuć się jak młody bóg. Przecież musi być coś takiego!

Takim buntownikom dużo łatwiej uwierzyć w zbawienne właściwości żucia oleju kokosowego niż zasadność ograniczenia słodyczy. Teoria zatrzymywania w organizmie witaminy D poprzez poranne łączenie stóp (-.-) jest dla takich delikwentów bardziej logiczna niż konieczność suplementacji tejże witaminy w okresie jesienno – zimowym. Uwielbiam te dyskusje o trujących pestycydach w warzywach i owocach (stanowiące podstawę do tego, że zalecenia zwiększenia ilości warzyw i owoców mogą stanowić jedną z dróg zagłady ludzkości) przy ciastkach z kremem.

Nagle okazuje się, że standardowe badania zalecane przez lekarzy można wyrzucić do kosza – innowacyjna metoda analizy pierwiastkowej włosa wykryje wszystkie Twoje problemy zdrowotne. Co tam włosy! Napluj do szklanki i odkryj, że w Twoim organizmie rozpanoszyły się grzyby będące przyczyną ciągłego zmęczenia i generalnie wszystkiego co Cię trapi. Ale uwaga! Co by nie wyszło, na wszystko dostaniesz suplementy. Na całe szczęście kilka stówek załatwi sprawę. No i gluten. Tutaj nie ma nawet dyskusji – od razu wykluczamy. Wszyscy.

Tego typu z pozoru absurdalnych teorii można by przytaczać w nieskończoność. Ale nie o to przecież chodzi.

Pamiętaj! Nie każda kontrowersja musi być prawdziwa. Gdy skupiasz się na szukaniu rozwiązań, które Ci odpowiadają znajdziesz takie. Jednak zanim dasz się zmanipulować przez szalenie przekonywującego i umięśnionego trenera personalnego lub samozwańczego eksperta od żywienia i głęboko w coś uwierzysz zastanów się przez chwilę czy źródło wiedzy, z którego czerpiesz faktycznie jest odpowiednie. Każdy z nas może mianować się takim ekspertem i mówić to co chce usłyszeć większość.

Zachowaj dystans.

Tak po prostu.

Przeczytaj także:

  • Cat

    🙂

  • Wojciech Wytyk

    Zgadzam się! 🙂